Wspomnień czas – relacja z zeszłorocznej edycji Sun Festival na Węgrzech

 

Sun Festival 2013 by Deepersense

 

Do tegorocznej edycji Sun Festival zostało już tylko kilka tygodni. Czas biegnie niezwykle szybko. Wydawać by sie mogło, że od poprzedniego festiwalu, który odbył się po raz pierwszy w lipcu ubiegłego roku minęło raptem parę chwil.

Korzystając z okazji zapraszamy do relacji sprzed roku autorstwa Abyssa.

 

"Zacznę może od tego, że operacja pod kryptonimem „Sun & Fun” rozpoczęła się w zasadzie bezpośrednio po powrocie z Goa Dupa Open Air. Z festiwalu do domu dotarłem dopiero wieczorem w niedzielę. Nie przypuszczałem, że aż tak późno, ale słoneczny klimat panujący Dolinie Będkowskiej udzielił się chyba wszystkim. Warto przy okazji wspomnieć, że miałem nie byle jakiego kompana, bo towarzyszył mi CJ Art. Arturowi średnio opłacało się wracać do W-wy w perspektywie wyjazdu na Węgry więc korzystając z okazji odwiedził moje rodzinne strony :)
Pozostała część niedzieli głównie z powodu zmęczenia miała dosyć senny charakter. Dzień kolejny, czyli poniedziałek upłynął pod znakiem przygotowań, prowiant, organizacja namiotu i innych mniej lub bardziej potrzebnych rzeczy. Korzystając z okazji pojeździliśmy trochę po okolicy. Wylądowaliśmy zatem w Olkuszu, na Pustyni Błędowskiej i w Ogrodzieńcu.

Dzień jak można było się tego spodziewać minął szybko i do bazy znajdującej się w Wolbromiu dotarliśmy dopiero wieczorem, gdzie uskuteczniliśmy chłodne piwo w lokalnym pubie. Czas ten upłynął na rozmowach o muzyce, przeszłości ale również o pomysłach na nadchodzące lata, które jak mam nadzieję ziszczą się chociaż w połowie :)

We wtorek rano wyruszyliśmy w drogę turystyczną trasą bo przez Dolinę Prądnika: Ojców i Pieskową Skałę. Dotarliśmy do Krakowa, gdzie uzupełniliśmy zapasy, wymieniliśmy walutę i ruszyliśmy w dalszą drogę. Trasa przebiegała płynnie. A że zabraliśmy ze sobą sporo muzyki nie wiało nudą. Nie mogło również zabraknąć ostatniego epizodu „Progressive Structures” przygotowanego przez Transiego i Relauncha, która ozdobiliśmy dodatkowymi jinglami w zależności od kraju przez który aktualnie przejeżdżaliśmy. W samochodzie forma była kabaretowa :D

W okolicach godzin wieczornych dotarliśmy na miejsce, na Węgry. Upał, kolejki przed kasami, gdzie można było wymienić zakupione e-bilety na opaski umożliwiające wjazd na teren festiwalu i ruszyliśmy na "ostatnią prostą", czyli około 5km odcinek mocno terenową drogą, gdzie towarzyszyły nam tumany kurzu oraz zajmujące olbrzymi obszar pola porośnięte słonecznikiem.

Gdy naszym oczom ukazało się pole namiotowe poczuliśmy chwilową ulgę, by za chwilę szukać możliwie najdogodniejszego miejsca na rozbicie obozu. Teren nie należał do najmniejszych, ale sztuką było znalezienie w miarę płaskiego terenu, co zajęło nam nieco czasu, gdyż we wtorek popołudniową porą zjechała już spora część uczestników festiwalu.
Zanim zapadł zmrok obóz został już rozbity, miejsce dla śląskiej ekipy i dwóch kolejnych namiotów w miarę możliwości zabezpieczone. Jak okazało o poranku nasz wysiłek poszedł na marne, gdyż w nocy namiotów wokół przybyło i musieliśmy nieco inaczej zorganizować plany rozmieszczenie namiotów. W przeddzień festiwalu zdążyliśmy również nieco ogarnąć okolicę i teren festiwalu. Bliskość toalet oraz pryszniców przynajmniej w jakimś stopniu rekompensowała fakt, że cały teren pola namiotowego skąpany był w słońcu, które już o 7 rano budziło nas do życia w akompaniamencie dochodzących z głównej sceny dźwięków. Niemal pierwszymi napotkanymi przez nas znajomymi twarzami była ekipa Ashoki wraz ze Styropianem. Wymieniliśmy pierwsze spostrzeżenia, zwiedziliśmy Main Stage, gdzie trwały ostatnie prace, plac, na którym znajdowały się rozmaitej maści sklepiki z jedzeniem, pamiątkami, Chill Stage, by następnie znużeni trudami podróży wrócić na pole namiotowe. Sen przyszedł błyskawicznie o co zadbał album włoskiego twórcy muzyki ambient, czyli Alio Die.
Nastała środa, czyli dzień rozpoczęcia eventu. Ekipa śląska, czyli Primal, Alan, Wini i Marcin dojechali niemal za pięć dwunasta, bo niewiele przed oficjalnym rozpoczęciem w środowy wieczór. Szybkie ogarnięcie obozu, osłony przed słońcem i można było zacząć trwający do północy w niedzielę muzyczną i nie tylko ucztę.
W ciągu dnia udało nam się odkryć przejścia, które w znacznym stopniu skracały drogę z pola namiotowego na scenę główną, scenę Chill, czy strefę gastro ;)

Ceny na festiwalu do zaakceptowania. Lane piwo – 2 EUR Langosz z serem – 2,5 EUR Pizza z pieca jak i większość bardziej obiadowych zestawień w granicach€“ 5-6 EUR. Świetnie smakował również Falafel, zdarzyło się zjeść również kebaba w cieście ;)
Ceny koszulek, gadżetów mocno odstraszające, ale należy mieć na uwadze fakt, że jeszcze daleko do końca sezonu festiwalowego a pobliska Ozora tuż, tuż.

Czas może napisać parę słów na temat muzyki, gdyż tegoroczny line-up był głównym powodem, dla którego Sun Festival ostatecznie wygrał z drugą węgierską opcją, słynną Ozorą. I nie zawiodłem się. Pięć dni muzyki, która w zupełności spełniła moje oczekiwania. Zarówno na scenie Main jak i na scenie Chill Stage. Przyznam, że przed wyjazdem myślałem, że więcej czasu spędzę czillując się jednak rzeczywistość mocno zweryfikowała te plany. Głównym powodem była duża dawka retro materiału, który podczas swoich występów zaprezentowali choćby Raja Ram, Man With No Name, Atmos, X-Dream, Beat Bizarre, Cosmosis, Eat Static, Art. Of Trance/Union Jacek, Zen Mechanics. Najbardziej żałuję, że nie udało mi się posłuchać Pleiadians oraz E-Clip’a. W pierwszym przypadku powodem był DJ Darwish, który miał grać po Pleiadians zagrał jednak przed. Gwoli ścisłości chyba najgorszy set usłyszany na festiwalu. Z undergroundowym brzmieniem nie miał to wiele wspólnego. Bardziej jak tanie psytrance’owe izraelskie melodyjki popularne tam niczym w Polsce niechlubne disco polo. E-Clip grał bodaj o 04:30 w nocy a ponieważ mój organizm akurat potrzebował snu nie próbowałem go oszukać. Nie za wszelką cenę. Pięciodniowy festiwal rządzi się swoimi prawami, biologia również… Będzie okazja nadrobić ;)

Nie bez kozery właśnie retro brzmienia najbardziej przypadły mi do gustu. Warto tutaj myślę wymienić występ Protoniki, otwierający Sun Festival Younger Brother czy Egorythmię, Mindwave, Vibrasphere (nie zabrakło „Autumn Lights” w remiksie Maindwave – ludzie latali) a w zasadzie połowy duetu, czy Ticon (świetny środek seta). Szkoda, że nie doleciał Ovnimoon a organizatorzy zachowali się mało profesjonalnie puszczając jego stary set niczym z Winampa. Mieszane uczucia mam po występie Liquid Soul, ale można było się tego spodziewać, nie pamiętam nawet, czy ostatecznie słuchałem Liquid Ace, czy też zmęczony trudami piątego dnia udałem się regenerować siły przed setem kończącego festiwal Atmosa.

Jeżeli chodzi o scenę chill-out to warto tutaj wspomnieć, że oprócz Chill Stage, gdzie odbywała się większość występów równolegle istniał również tzw. Totem Stage. W pierwszej chwili przekonany byłem, że to właśnie totem będzie miejscem, gdzie odbywać się będą występy. Okazało się jednak inaczej. Na scenie Chill najwięcej czasu spędziłem bodaj w ostatni dzień. Występ Cella oraz Asury mówi wszystko. Fenomenalna sprawa. Na dłużej w pamięci zachowam również występ Mikteka, do którego albumu sięgnąłem po raz kolejny w przeddzień napisania tego sprawozdania jak również Blue Planet Corporation -€“ niezwykle ciekaw byłem live actu projektu znanego mi głównie ze świetnych transowych numerów. Świetnie również brzmiała połowa duetu Entheogenic, choć trwały spory, czy to aby na pewno faktycznie jeden z członków tego skądinąd świetnego duetu. Mało było czasu na czterogodzinny blok Ott/Hallucinogen In Dub. Wszystko za sprawą Beat Bizarre, który zawładnął mainem.

Wracając do Otta – to, co słyszałem bujało mocno, choć miałem wrażenie gdy po dłuższej chwili wróciliśmy, na chill stage, że aktualnie grany numer brzmi identycznie jak słyszany godzinę wstecz. Swoją drogą zastanawia mnie fakt, że tak wiele dubów było granych w nocy. Mnie ten gatunek nieodłącznie kojarzy się ze skąpaną w słońcu rzeczywistością i właśnie w takich a nie innych okolicznościach najlepiej do mnie dociera. Ale "Queen Of Everything" to uczta dla uszu w każdych okolicznościach :)

Pięć dni minęło szybko i bezpowrotnie. Nadeszła niedziela i czas na powrót do rzeczywistości, która będąc tam na miejscu wydawała się jakąś abstrakcją. Gdy wieczorem ostatnie dźwięki na mainie dobiegły końca wróciliśmy do namiotów, przygotowaliśmy się do podróży i odświeżeni podreptaliśmy na Chill Stage by posłuchać creme de la creme , czyli projektu Cell i Asura.
Nieco po północy po występie Asury pożegnaliśmy się resztą ekipy Deepersense, ekipę Ashoki i ruszyliśmy w podróż powrotną do domu. Wyjazd równie ciężki jak wyjazd a w środku nocy żegnała nas cygańska wioska aka ręczna myjnia samochodowa (nie skorzystaliśmy jednak z tej opcji). Powrót w nocy okazał się strzałem w dziesiątkę. O 7.40 rano CJ Art siedział już w pociągu do W-wy a ja niezwykle zmęczony ale z uśmiechem na twarzy wracałem do domu. Uniknęliśmy tym samym rekordowych upałów w ciągu dnia. Nie uniknęliśmy mandatu po słowackiej stronie. Ze 150 EUR udało się jednak zejść do 20 EUR. Umiejętność negocjacji w tym aspekcie utwierdziła mnie w przekonaniu, że wracamy do rzeczywistości i moich codziennych zawodowych zmagań :lol:

Co najbardziej zapamiętam z festiwalu?

– znakomity występ Beat Bizarre – niesamowity set, był to dla mnie punkt zwrotny w pierwszy dzień festiwalu, gdy ze zmęczenia planowałem iść zdrzemnąć się w okolicach północy tymczasem Beat Bizarre wprowadził mnie w prawdziwy trans i skutecznie to uniemożliwił <respect>

– zakończenie festiwalu na scenie Main i Atmos w dwóch kończących numerach "Twin Reaction" €So Italo Mix, które siedział gdzieś w głowie od czasu Gołej Dupy oraz "Drums Don’t Stop" zagrane na bis – piękne chwile. Oczywiście cały set był świetny, ale końcówka ze zrozumiałych względów zapadła na dłużej w pamięci

http://www.youtube.com/watch?v=xDhcyk30o1s

– zwieńczenie na scenie Chill, gdzie zagrał Cell a zaraz po nim poprzeczkę jeszcze wyżej podniósł Charles Farawell, czyli Asura. Momentami ciarki na całym ciele, mimo iż większość nagrań doskonale znałem wcześniej Niesamowita atmosfera, która wtedy panowała zarówno w obrębie sceny jak również w najbliższym sąsiedztwie

– zimny prysznic w trakcie, gdy grał Eat Static – nogi same rwały się do tańca ;)

– spontaniczna reakcja na widok whisky Old Smuggler zakupionej przez Alana – you made my day!

– szaleństwo podczas występu Raja Ram, zarówno na scenie w wykonaniu 71 letniego Dj'a jak również na trancefloorze wspomagane Sangrią wyjątkowo mało schłodzoną ;)

– pozytywni ludzie wokół, międzynarodowy korowód niezwykle przyjaźnie nastawionych barwnych postaci, brak jakichkolwiek elementów agresji etc.

In minus:

– nieszczęsne prysznice, które działały od czasu do czasu, a wątpliwą przyjemnością było oczekiwanie w kabinie prysznicowej na wodę do spłukania,
– tumany kurzu, które w połączeniu z wysokimi temperaturami i problemami z wodą były dosyć uciążliwe
– brak występu Ovnimoona !)
– zorganizowana akcja kieszonkowców na polu namiotowym, która dotknęła również jednego z naszych (!!)

Trzeba jednak docenić jaki wysiłek włożyli organizatorzy w ogarnięcie tego masowego przedsięwzięcia. Teren mało dostępny, dojazd kiepski, brak bieżącej wody i konieczność dostarczania jej przy użyciu ciężarówek – to z pewnością zadecydowało, że pewne rzeczy wyglądały tak a nie inaczej. Ja jednak dzięki Gołej Dupie i Sun Festival na moment miałem okazję oderwać się od rzeczywistości i przenieść do idyllicznej krainy, gdzie codzienne sprawy przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Salamat"

 

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress