Pole Folder – Zero Gold [Bedrock Records, 2005]

Pole Folder - Zero Gold

 

Przedstawiać projekt Pole Folder to trochę tak jak pisać o Paryżu, że każdy przynajmniej ten jeden raz w życiu powinien go zobaczyć.Wydany w 2005 r. w Bedrock Records debiutancki krążek "Zero Gold" utwierdza w tym przekonaniu. Belgijski producent debiutował kilka lat wcześniej właśnie w tym słynnym labelu, gdzie zyskał mocne wsparcie w osobie Johna Digweeda. Analizując jego twórczość bez wątpienia nie stronił od współpracy z piosenkarkami, by wspomnieć takie nazwiska jak: Kirsty Hawkshawk, Shelley Harland czy Sandra Ferretti.

Opisywany album dobitnie o tym świadczy. Łącznie znalazło się na nim dziesięć produkcji i co najmniej połowa z nich zawierała wokalne elementy.O ile nie zawsze w muzyce elektronicznej odpowiada mi nadmiar wokaliz, o tyle w tym przypadku jakoś trudno wyobrazić mi sobie by mogło być inaczej.
Już wiele lat wstecz przeglądając takie fora jak progg.pl album był wymieniany w gronie tych przełomowych obok takich tytułów jak Jaia – Fiction czy Moshic – Salamat. Wszystkie powstały w podobnym czasie (2005-2006) i choć zgoła odmienne faktycznie wniosły powiew świeżości i ząb czasu ich nie nadszarpnął.

Wracając do "Zero Gold". Czytałem, że jest to album progresywny. Trudno z tym się zgodzić. Nawet jeśli potraktujemy ten gatunek bardzo szeroko. Już bardziej progresywny wydaje się album z podobnego okresu i równie głośny Dousk – D.I.Y. Napisałbym raczej, że to album, na którym znalazły się progresywne numery. Z pewnością propocje są tutaj bardzo dobrze wyważone.
Zresztą pierwszy numer "Abrasion" z wokalem Shelley Harland, charakterystyczną gitarą wsłuchując się bardziej kojarzy mi się z bristolskimi trip-hopowymi brzmieniami niż z progressive house. Skądinąd bardzo lubiany przeze mnie utwór. Ale lecimy dalej, gdzie "Waterfalls Of Love" ozdobiony kolejną wokalizą, tym razem od Sandry Ferretti. Następna udana kompozycja. Nieco więcej przestrzenny dźwięków tła w połączeniu z wokalem i wyraźną sekcją rytmiczną tworzy świetny klimat.
Trzeci numer, czyli "Salvation On Slavery Sins" – chyba jeden z najsłynniejszych numerów Pole Folder. Doczekał się zresztą wydania na singlu i remiksu od Nicka Muira. Tutaj już mamy rasowy progressive house z najlepszego dla wielu osób okresu dla tego gatunku. Nie sposób się nie zgodzić. "Scared To Lose" również spotkał zaszczyt wydania solo w Bedrock Records razem z "Inner Turmoil". Po raz kolejny wokal użyczyła Sandra Ferretti. Kompozycja mocno zapada w pamięci. Z jednej strony typowe jak na Pole Folder brzmienie. Z drugiej strony mam wrażenie, że czerpali tutaj inspiracje tacy producenci jak choćby nas dobry kolega Douglas Howarth z czasu "robienia tostów". Mega sentymentalnie się zrobiło. A nadciąga numer pięć czyli wspomiany "Inner Turmoil". Mocno kiedyś byłem pod kreską, ale mimo to odszukałem na beatport i bez zastanowienia kupiłem. Takie progresywne brejki naprawdę bardzo mi odpowiadają. Podobne emocje towarzyszą choćby słuchaniu numerów projektu Digital Witchcraft. Kto zna ten zrozumie, kto nie ma niepowtarzalną ku temu okazję.

Rozpisałem się a tutaj dopiero połowa stawki. Drugą połowę otwiera "London". Hipnotyczna, mroczna produkcja, z którą wraca klasyczna stopna 4×4. Miłosnicy progresywnych brzmień zatrzymają się tutaj na dłużej. Rasowy numer."Fall In Violet" tutaj tempo nieco spada, trochę w tempie obecnie lansowanego techno. Znowu mocno wokalnie, tym razem dla urozmaicenia Shelley Harland. I to nie ostatnia produkcja z wokalem, która znalazła się na albumie. Progresywne tło i perkusja, które to elementy nieco łagodzi wokal Shelley, dzięki czemu to odczucie mroku gdzieś ginie, mimo że wersja dub z pewnością uwypuklałaby mroczny wymiar utworu. Ale jedno jest pewne. Klimat albumu w dalszym ciągu jest niezachwiany. Niczym puzzle wszystkie elementy układanki pasują do siebie. Nie ma mowy na jakieś przypadkowe wariacje celem uzupełnienia miejsca na krążku z powodu braku pomysłów.
"Morning Crow" – to trzeci numer, który mocno wpisuje się w duch muzyki progressive house. W moim odczucie jest naprawdę znakomity. Drapieżnie się rozpędza by nagle zwolnić, zmieniając percepcję słuchacza a następnie w kolejnych frazach znowu powoli budować atmosferę.
Niestety zmierzamy ku końcowi. Przedostatni numer i niezwykle charakterystyczny głos, którego użyczyła Kirsty Hawkshawk. Sposób w jaki został zaśpiewany ten numer kojarzy mi się z Sarah McLachlan – Angel. Ma ktoś podobne wrażenie?Produkcja raczej skłania ku refleksji i poduszki (interpretujcie jak chcecie) niż na parkiet. Wszak to downtempo "Before It All Changes", który zamyka album.
Ostatni numer to powrót do progresywnych brzmień. Mocno angażujący, gdyż sekcja rytmiczna i użyte dźwięki hipnotyzują. Z perspektywy czasu coraz bardziej doceniam ten numer. Z jednej strony ma wszystko to, co powinien zawierać dobry progresywny numer, z drugieś zaś znakomicie nadaja się na zamknięcie albumu.

Chapeau bas…

 

Pole Folder – Zero Gold
Label: Bedrock Records
Catalog Nr: BEDART01CD
Date: 2005
Country: UK
Style: Progressive House, Progressive Breaks, Downtempo

T/L:

1. Abrasion
2. Waterfalls Of Love
3. Salvation On Slavery Sins
4. Scared To Lose
5. Inner Turmoil
6. London
7. Fall In Violet
8. Morning Crow
9. Faith In Me
10. Before It All Changes

 

————————–

Abyss

 

Skomentuj na forum

 

 

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress