Asura – Radio Universe

Asura Radio Universe

 

Pisać o najnowszym albumie Asury jest mi trochę niezręcznie. Jest to jeden z moich ulubionych producentów, od których zaczynałem słuchanie muzyki psychedelic chillout. A było to zanim dowiedziałem się o istnieniu słynnej francuskiej wytwórnii z siedzibą u podnoża Alp, czyli Ultimae Records. Gwoli ścisłości w odniesieniu do dwóch pierwszych albumów Asury mówić można o projekcie, który oprócz Charlesa Farewella współtworzyli: Vincent Villuis (Aes Dana) – pierwszy album ("Code Eternity"), Alex Ackerman ("Lost Eden") oraz Christopher Maze – "Code Eternity" i "Lost Eden". W 2005 r. Alex i Christopher opuścili szeregi Asury i odtąd jest to dzieło solowe Charlesa Farewella.
Ale dość tej historii. Mamy rok 2014. Po "Life²" z 2007 i "360" z 2010 r. doczekaliśmy się trzeciego wydanego w Ultimae Records albumu "Radio Universe". Już od kilku lat Charles zapowiadał wydanie nowego, w pełni ambientowego albumu. Premiera przesunęła się mocno w czasie i dopiero pod koniec października album ukazał doczekał się oficjalnego wydania. Czy faktycznie mamy do czynienia z albumem w kategorii ambient sensu stricte? Śmiem twierdzić, że nie. Owszem w stosunku do poprzednich longplay'ów można odnieść takie wrażenie. Produkcji z beatem jest jak na lekarstwo. Mimo nacisku na "bezbitowość" płyta jest różnorodna, do czego zresztą Asura zdążył przyzwyczaić.

Koncept albumu jest jednak dosyć czytelny. Mało tutaj psychedelicznych czy też etnicznych dźwięków. Sporo natomiast naleciałości stylistycznych cechujących wybitnych przedstawicieli i prekursorów muzyki elektronicznej sprzed lat. Swoisty hołd dla takich wirtuozów jak Vangelis, Jan-Michel Jarre czy Klaus Schulze.

Na albumie znalazło się łącznie dziesięć utworów. Trudno mi to napisać, ale przyznam otwarcie, że album jako całość mnie nie powalił. Co więcej zawiera produkcje, które nieco mnie drażnią, są zbyt przesłodzone w swoim wyrazie. To już nie "Life²", gdzie na każdym kroku towarzyszła słuchaczowi mistyczna otoczka i gdzie każde ogniwo pasowało do siebie. Brzmienie Asury na tle syntetycznych dźwięków, które dominują w Ultimae zawsze cechowały bardziej organiczne środki wyrazu.
Mocnym punktem jest pierwsza połowa albumu a w zasadzie pierwsze czterdzieści minut. Intro w postaci "Overture" tworzy podwaliny pod znakomity krążek. Następnie "Interlude Sky" utwierdza w tym przekonaniu. Asura w starym, dobrym wydaniu. Pod koniec drugiego utworu pojawia się po raz pierwszy tak wyraźnie retrospekcja do czasów świetności Vangelis. Wyszło przekonująco.
Dalej "Oblivion Gravity" – bodaj najjaśniejszy a zarazem najdłuższy punkt programu. Wciąga niesamowicie, słuchając ma się wrażenie uczestnictwa w odysei kosmicznej czy innym równie fascynującym tripie. Ten numer zdecydowanie do mnie przemawia! "Ascension In Blue" – przywołuje wspomnienia. Wydaje mi się, że chyba część z tegorocznego S.U.N. Festival, gdzie Charles uraczył wszystkich m.in. właśnie tą kompozycją. Wsłuchując się dochodzę do wniosku, że prędzej czy później doczekamy się Charlesa, jako twórcy ściężki dzwiękowej do filmu tak jak jego wielcy poprzednicy: Vangelis ("Blade Runner") czy Michael Stearns ("Baraka", "Samsara") I nadchodzi ta feralna czterdziesta minuta. Szkoda, że Charles nie pociągnął klimatu z pogranicza światu ambient i muzyki filmowej. Do "Farscape 7" mam mieszane uczucia. Jeśli numer wokalny w tym momencie to bardziej w deseń przywołanego chwilę wcześniej Vangelis i "Rachel's Song" z "Łowcy Androidów". Zwłaszcza, że podkład muzyczny sprzyjał takiemu zabiegowi… Ale wyszło etnicznie, czyli w sumie … po asuriańsku. "Lonely Star" pewnie sprawdziłby się całkiem przyzwoicie na osobnej EP, a tutaj utwierdza mnie w przekonaniu, że klimat powoli się rozmywa… Nadchodzi "Illuminations" i wreszcie pojawia się bit. Wpada w ucho. Trochę jak Tripswitch, trochę jak Solar Fields, trochę jak Asura. Przyjemny smaczek. Końcówka to już poprzez kilkuminutową wycieczkę przez leśną gęstwinę powrót do klimatów nostalgicznych, ale i sielankowych czyli znany nieco wcześniej "Everlasting".
Odchodząc na moment od walorów muzycznych – chylę czoła po raz kolejny jeżeli chodzi o mastering i szatę graficzną. Okładka jak zwykle musi się podobać a dźwięk jest soczysty jak na mastering w Ultimae Records przystało. Vincent Villuis zna się na swojej robocie.

 

Label: Ultimae Records
Nr katalogowy: INRE057
Kraj: Francja
Styl: Ambient, Downtempo
Odsłuch: http://ultimae.bandcamp.com/album/radio-universe

 

Tracklista:

1. Overture
2. Interlude Sky
3. Oblivion Gravity
4. Gaea (Transit)
5. Ascension in Blue
6. Farscape 7 (Featuring Ayten)
7. Lonely Star
8. Illuminations
9. Back to Earth
10. Everlasting (Album Edit)

————————

Abyss

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress