Astronaut Ape – Unknown Sector

 

The Cosmos is all that is or was or ever will be.


Te słowa wielkiego astronoma i wspaniałego człowieka Carla Sagan'a nie znalazły się w tym miejscu przypadkowo. Właśnie ten cytat z serii "Kosmos" zawsze przychodzi mi do głowy, gdy raz za razem zabieram się za odsłuch tego iście nieziemskiego albumu. Przestrzeń, przygoda, wyprawa w nieznane, poza granice umysłu człowieka i jeszcze dalej, gdzie my, ludzie, nie możemy (jeszcze) sięgnąć w naszym dążeniu do poznania wszechświata. I to wszystko siedząc przy głośniku lub ze słuchawkami na uszach!

No dobra, bo trochę popłynąłem, a nie podałem jeszcze żadnych konkretów. Omawiany album Unknown Sector to już czwarty w dorobku pana Olega Belousov'a, ukrywającego się pod nazwą Astronaut Ape. W tym miejscu zaznaczę, że osobiście jestem fanem jego twórczości, a jak pierwszy raz słyszałem jego drugi album pt. Ten Minutes Eternity, to wprost oniemiałem z zachwytu. Świetne, przestrzenne dźwięki, niewymuszony beat i melodia, która chwyta słuchacza za serce. Później nasz kosmonauta wydał Flight 420, który niektórym się bardzo podobał, ale jak dla mnie nie utrzymał wysokiego poziomu poprzednika. Ale nic to, bowiem jego ostatnie wydanie jest absolutnie doskonałe, a przy tym stanowi swoisty powrót do korzeni jego twórczości.

Najsampierw jeszcze wspomnę o grafice, która jest oczywiście ładna, ale jakoś kojarzy mi się z grą komputerową lub jakimiś gwiezdnymi wojnami czy cuś. Dla mnie ten album kojarzy się z kosmosem, ale nie tym wyimaginowanym, a raczej tym już poznanym i znacznie wspanialszym niż nasza wyobraźnia. Słuchając każdej z dziewięciu kompozycji przed oczami stają nam obrazy dostarczane przez teleskopy i sondy kosmiczne – piękne mgławice, odległe galaktyki, gwiazdy i planety. Jest to niczym przygoda, którą zaczynamy zawsze wtedy gdy patrzymy w nocne, rozgwieżdżone niebo. Do tego oczywiście dodane odgłosy m.in. z misji Apollo świetnie uzupełniają klimat. Nie chcę tu opisywać wszystkich utworów, ale muszę wspomnieć o genialnym numerze pięć, czyli Pulsar, który zresztą został za free wydany jako singiel. Powiem tyle tylko, że równać się z nim może właśnie utwór Ten Minutes Eternity. Coś pięknego! Każdy rozpozna oczywiście charakterystyczny styl tego artysty, który jak widać i słychać z biegiem lat dopracował go do perfekcji.

Podsumowując, Astronaut Ape stworzył kompletny i dopracowany album, do którego można wracać wielokrotnie, za każdym razem przeżywając go tak samo. Jest to doniosła opowieść o wyprawie w nieznane, ale nie słychać w tej muzyce zbytnio jakiegoś przesadzonego patosu. Być może trochę przesadzam i dla kogoś nie będzie to jakaś super specjalna muzyka, ale trafia idealnie w moje gusta. Tym bardziej zachęcam do zapoznania się z materiałem, bo jest tego warty. Tymczasem ja odpalam rakietę ze Sputnikiem, zabieram psa Łajkę na pokład i z muzyką w tle wyruszam w kolejny już podbój przestrzeni kosmicznej! Do zobaczenia!

 

Label: Microcosmos Records
Numer katalogowy: MCRCSMS026
Format: Flac, Mp3
Data wydania: 16.08.2016
Gatunek: psybient

Tracklist:
1. One Small Step
2. Nebula
3. Moon Station Traffic
4. A Lonely Robot In A Control Room
5. Pulsar
6. Orbiter
7. BK-42 Space Outpost
8. Starship Eden
9. Air

http://www.deepersense.pl/forum/viewtopic.php?f=23&t=2851&p=18385

————————————-

Ambrotos

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress